piątek, 12 stycznia 2018

OCIEPLACZ NA RĘCE

Nie wiem jak to się fachowo nazywa, więc ja to nazwałam właśnie tak : ocieplacz na ręce,  decolowo do wózka.
Jak to u mnie bywa, pomysł dojrzewał kilka dni w głowie. Nie twierdzę, że to ja wymyśliłam, oczywiście mogłam kupić, ale to co w głowie się kluło dotyczyło uszycia takiego czegoś samodzielnie.
Materiał nawet kupiłam, ale po kilku dniach użyłam tego ze starych zasobów. Jest to raczej cerata na kuchenny stół - tutaj idealnie. W środek poszedł start szalik Połówka, taki markowy, więc zezwolenie na użycie dostałam (bo i tak już któryś rok w szufladzie leży) warunek: żeby logo zostawić. Więc jakby nie było ocieplacz wyszedł markowy :) Tak obszyłam ręcznie, że jeszcze w środku powstała kieszonka, w którą włożyłam jeszcze jeden stary szalik. Przez co ocieplacz stał się sztywniejszy i cieplejszy.


Po założeniu na rączkę wózka zapina się go z każdej strony na dwa guziczki. W środku ma rzepy. I na środeczku ozdobny guziczek, który podczymuje wewnętrzną rzepe.
I obowiązkowo przetestowany w warunkach zimowych. Padło na bardzo wietrzny dzień.


Swoją rolę spełnia. Pierworodny twierdzi, że teraz jest za gorąco :)

Tak to się oto matka spisała.

Dziękuję za wszelkie porady związane z GWEN. Na pewno skorzystam i na przyszłość zapamiętam.

Miłego weekendu Wam życzę.
Spacerowego :)

Myśli ocieplone

środa, 10 stycznia 2018

GWEN CZ.4 OSTATNIA

Postanowiłam zacząć ten rok od zakończenia prac, które zakończone powinny być już dawno temu.
W pierwszej kolejności padło na GWEN. Dawno, dawno temu.... A konkretnie 17 lutego 2016 roku pokazałam początek tu.
Później chwilę trwało zanim znalazłam koraliki. Mijały miesiące.... aż pewnego dnia..
Całość tak się prezentuje:


Materiał sama farbowałam, o czym pisałam przy okazji pierwszej odsłony.
Nie za bardzo jestem zadowolona z czarnego koloru. Wyszywałam na materiale naciagnietym na tamborku. Zawsze, na tym właśnie materiale tak robiłam i nie było problemu. Dwie nitki czarnej nitki. Ale chyba coś cieńsza ta nitka była. Bo prześwity są. Myślałam, że jak ściągnę z tamborka to nie będzie tak widać. Ale widać. Na żywo trochę mniej niż na zdjęciu. Ale jednak. Może to jeszcze poprawić? Ale jak? Pociągnąć jeszcze raz krzyżyki na tych co są?


Kolejna sprawa to koraliki. Fajnie to wygląda. Ale jak to teraz oprawić i szybą zakryć? Jak wyprasować?


Podsumowując - mam swoją GWEN.
W planach były jeszcze dwie wróżki - czarownice z tej serii. To znaczy nie BYŁY tylko SĄ.
Hmmm,  chyba zrobię je bardziej po swojemu. Uważając, żeby swojego uroku nie straciły.

Ale to jeszcze dużo czasu...

Myśli gwenowe.

piątek, 5 stycznia 2018

HARRY POTTER

Tajemnicą nie jest co kręci Madziorka.
HP poznałam jako trzydziestolatka, matka (wtedy jeszcze) dwójki dzieci. Widziałam cały ten szum, jak się pojawiały kolejne książki, wychodziły filmy, te kolejki fanów. Dało mi to do myślenia, że coś jest na rzeczy. Nie obejrzawszy żadnego filmu sięgnęłam po pierwszą książkę.
I przepadłam.
Moje szczęście w tym późnym czytaniu polegało na tym, że nie musiałam czekać na kolejne tomy, tylko całą serię "łykłam" w niecałe trzy miesiące.
Dodać trzeba, że książek z dziedziny fantastyki nie lubię :)
A tu takie coś.!!!!

Koniec biografii. W środę byłam w nowym (dla mnie) centrum handlowym. A tam sklep. Pokażę Wam witryny:




Ale ceny to takie mieli, że ho ho!

Z racji tego, że pod ręką pranie leży pokażę jeszcze co między innymi  znalazło się pod choinką:


I kolejna dziś dobra wiadomość dla fanów HP- dziś o 20.00 tv :) :) :)

Myśli potterowe.

czwartek, 4 stycznia 2018

MERRY... ZAWIESZKA

Zestaw do haftowania od Ani. Od razu chciałam się za niego zabrać, co też zrobiłam jak tylko na chwilę ręce się zwolniły.
I chociaż hafcik mały, taki na jedno posiedzenie, ja potrzebowałam kilku dni.
W jeden dzień niebieski napis, w drugi czerwony....
Przeszkadzacze były, a jak!!! Takie:


A czasami nawet tak to szło : (bo Gadzinę bałam się odłożyć :)


Ale się udało. Tu bez drzewek:


Tu już piękny, gotowy do zawieszenia:


A co tam, że po świętach! Ba! Po Nowym Roku! Ważne, że jest i bardzo mi się podoba.

Dziękuję!

Dziś Gadzina kończy pięć miesięcy, a wczoraj wreszcie przebił się pierwszy ząbek :)

Myśli merrowe :)



wtorek, 2 stycznia 2018

ZACZYNAMY NOWY ROK 2018

I jak tam? Zdrowie dopisuje? Zabawa sylwestrowa była? Wszyscy w całym kawałku?
U nas domowo. Tak sobie na tej obczyźnie świętujemy NASZĄ PIĄTKĄ.

Mój pierwszy wpis w tym roku zacznę bardzo miłym akcentem. A mianowicie przedstawieniem niespodzianki, którą sprawiła mi Ania z minionej epoki.
Niespodzianka dotarła zaraz po świętach. Zupełnie się nie spodziewałam (na tym właśnie polegają niespodzianki) . Ale jak zerknęłam na kopertę i zobaczyłam od kogo, to aż się wzruszyłam i od razu wiedziałam, że to będzie coś pięknego.

A było to tak :



Całość rozpakowana i zaczęło się dokładne oglądanie.

Piękna, cudowna kratka. Widziałam ją wcześniej na blogu Ani, ale nie przypuszczałam, że ona właśnie leci do mnie.


Znalazło się też coś dla naszego maleństwa. Misio i ręcznie haftowany śliniaczek. Oj nie wiem czy my go użyjemy :)


Kolejne prezenty super trafione w to co lubię najbardziej, gazetka z fajnymi pomysłami. Już wybrałam co pierwsze z niej uszyję. I notatnik HP - zaniemówiłam!!


Zestaw do haftu, zawieszka z jeżykiem i magiczny balwanek. A dlaczego magiczny? Tak sobie niewinnie wyglądał, a w środku miał zawieszkę balwanka.... i.... Ale do tego doszłam później, po podpowiedzi Ani - naparstek!


Tak sprytnie był schowany :


To jeszcze nie koniec. Materiały, tasiemka. Wszystko z "naszym" (moim i Ani) ulubionym motywem. I superaśne guziczki.


Czyż to nie jest wymarzona niespodzianka?


Aniu, nie potrawę Ci dziękować, bo samo dziękuję to za mało. Sprawiałaś mi wielką radość. I z tą radością zaczynam wpisy na blogu w tym roku.

Dziękuję i Wam również życzę samych radości.
A kto jeszcze Ani nie zna, to niech szybciutko tam biegnie i podziwia.

Myśli szczęśliwe.

środa, 27 grudnia 2017

POŚWIĄTECZNIE

Jak tu zacząć?
Wypoczęte? Nie przejedzone? Szczęśliwe?

Święta- wiadomo, czas napięty.
A ja dziś Wam pokażę kilka fotek z ostatnich dni.

Madryt pięknie oświetlony. Pewnego dnia zrobiliśmy sobie wycieczkę.


Nawet barierki dostały świąteczne wdzianka. Trochę mnie to ubawiło. Podziwiam, że komuś się chciało :)


Pojawiło się też lodowisko. Rozkładane jak kram świąteczny. Nawieźli lodu i równali :)


A w domu przygotowania do świąt. Dwanaście dań musi być (trochę naciągane dwanaście,  ale jest). Z racji "wymagających obowiązków" przygotowania zaczęliśmy kilka dni wcześniej. Normalnie wszystko robię w wigilię, łącznie z pierogami :)
A teraz miałam pomocników. Takich skrzatów:)

 I jeszcze klimacik. Choinka, stroiki, i tradycyjnie szopka robiona przez Tutusia - wielkiego fana wiadomo czego :)


A Mikołaj u Was był ?  Ja mojemu trochę pomogłam. Potrzebna była skrzyneczka na nowe zdobycze.

I tak to mija grudzień. Bez śniegu, ze strasznym wiatrem.
Na zajadaniu słodkości i oglądaniu filmów.
Przerwa w szkole do ósmego stycznia. Co robić? Odpoczywać!
Bawić się. :)
U nas zabkowanie. Marudzenie. Czasem chusta pomaga i usypia. Ale mój klocuś duży i robótki są oddalone w czasie. Bo wzrokiem nie sięgam :)


 I już niedługo będzie  skończone 5 miesięcy. Ale ten czas leci.

Wszystkiego dobrego na Nowy Rok!!!

Myśli poświąteczne

czwartek, 14 grudnia 2017

DRZEWKA - CHOINECZKI

Tak mi dzisiaj pracowicie minęła pierwsza połowa dnia:


Też jak coś tworzycie macie taki "burdelitos totalus"?
Zwijanie, wycinanie, klejenie, piłowanie, wiercenie.... Tymi dwoma ostatnimi zajmował się Połówek :)
 A to efekty:





Taką fajną wstążke kupiłam kiedyś "na zapas". I dziś się właśnie przydała.

Święta coraz bliżej. A pierniczki dalej w lesie.

Myśli choinkowe.